CS meeting Torre a Mare

Tydzień temu zrobiłyśmy z Emilą ten wielki krok i w sobotę rano wstałyśmy z łóżek. Nie bez powodu – zmuszone stagnacją naszego życia towarzyskiego na szalonym Erasmusie stwierdziłyśmy, że nadchodzące spotkanie CS Bari jest doskonałą okazją, żeby olśnić nieznane twarze kunsztem naszego dowcipu i makijażu. DSC_4833fotka grupowa #476 – uprzedzam, że uśmiechy nie są wywołane naszymi dowcipami Spotkanie miało polegać na rowerowej wycieczce do oddalonej o 14 km wioski Torre A Mare, pikniku w porcie na miejscu i powrocie do Bari. Nad miastem wisiały od tygodnia deszczowe chmury, ale stwierdziłyśmy, że lepiej być mokrą kurą ze znajomymi, niż suchą kurą bez znajomych. DSC_4839Okazało się, że w ogóle nie padało, ale grupowa fotka #477 ukazuje nasze doskonałe zaopatrzenie przeciwpowodziowe Trochę zziajane i z dziesięciominutowym opóźnieniem dotarłyśmy z Emilą do miejsca spotkania. Umówione było w porcie, gdzie znajduje się siedziba Velo Service, współorganizatora imprezy. Drugim współorganizatorem spotkania był Simone, potentat couchsurfingowy Bari. Nasze obawy, że na pewno wszyscy odjadą bez nas, okazały się niepotrzebne, bo i tak wyjechaliśmy po 1,5 godziny.DSC_4626DSC_4640DSC_4621DSC_4648Po wyjeździe z domu zauważyłyśmy, że w obydwu naszych rowerach zeszło powietrze z tylnych opon. Stwierdziłyśmy więc, że wkładem w piknik z naszej strony oprócz risotto z owocami morza będą typowe polskie flaki.DSC_4620 DSC_4642 DSC_4632W czasie oczekiwania na odjazd poznałyśmy wiele nowych osób i psa. Pies był bardzo szczęśliwy, że poznał wiele osób i że te osoby mają jedzenie. Po chwili jechał już rykszą na południe, do Torre A Mare. Całe szczęście, że był na smyczy z szelkami, bo w międzyczasie wyskoczył sobie w czasie jazdy na zewnątrz i szybował przez chwilę w powietrzu pomiędzy jezdnią, kołami rykszy, moimi pedałami a silnikami przejeżdżających obok samochodów. DSC_4667 DSC_4682 DSC_4683 DSC_4684 DSC_4685 Jechaliśmy żółwim tempem, tak by możliwa była swobodna rozmowa i żeby nadążał za nami prowadzący rykszę Simone. Po lewej widać cudowny wynalazek – rower z wbudowaną lodówką, albo lodówka z wbudowanym rowerem, zależy od punktu widzenia. W każdym razie wynalazek podbił me serce.DSC_4686 DSC_4687 DSC_4688 DSC_4697Żeby się nie przemęczać zatrzymaliśmy się po drodze u rybaków, by przekąsić coś surowego, co przed chwilą pływało/pełzało/było do czegoś przyczepione w morzu. I sprawdzić co ciekawego czeka w lodówce z rowerem.

DSC_4732

DSC_4713 DSC_4714 DSC_4711 DSC_4710 DSC_4709 DSC_4705 DSC_4704 DSC_4716 DSC_4715 DSC_4725 DSC_4744 DSC_4737 DSC_4735 Po surowych morskich rzeczach podążyliśmy dalej żółwim tempem w stronę celu, żeby jak najszybciej zjeść piknik. DSC_4749 DSC_4763 DSC_4769 Okazało się, że z nowymi znajomymi mamy podobne podejście do spędzania czasu. Wszyscy przynieśli coś cudownego do jedzenia lub do picia, gadając o dupie Maryni spędziliśmy następne kilka upojnych godzin w pięknym słońcu na molo. DSC_4770 DSC_4771 DSC_4778 DSC_4780 DSC_4782 DSC_4784 DSC_4785 DSC_4808 DSC_4801

DSC_4797

 

DSC_4798  DSC_4788 DSC_4813 DSC_4815 DSC_4830

DSC_4787Po strawieniu skoczyliśmy jeszcze na lody i kilka grupowych zdjęć. Do Bari nie wracałam już na swoim rowerze, tylko w rykszy, żebym mogła porobić więcej zdjęć. Więc porobiłam więcej zdjęć także psu, którego asekurowałam w razie gdyby znowu chciał skakać na bungie.

DSC_4858 DSC_4861 DSC_4862 DSC_4863 DSC_4871 DSC_4878 DSC_4884 DSC_4887 DSC_4888 Tak wygląda perspektywa z rikszy.DSC_4890 DSC_4893 DSC_4894 DSC_4897


 


		
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s